Jeżdżenie po osiedlach samochodami, w których robi się lody dla szybkich dzieci, które migiem potrafią skoczyć z ulicy do domu, wyciągnąć ze skarbonki kilka dolarów, i z tą zdobyczą polecieć do pana lodziarza, który chętnie da loda, jest praktyką powszechną w Stanach Zjednoczonych. Co ciekawe, lody zostały wynalezione w Mezopotamii, cztery tysiące lat temu, a nadal trzeba za marnego loda włoskiego z automatu zapłacić około cztery złote, jeśli ma go wystarczyć na jakieś cztery minuty. Tak więc zawód lodziarza jest bardzo opłacalny.
Jeśli chcesz zostać lodziarzem, to najlepiej urodź się w Polsce,a po zdobyciu stosownego wykształcenia kup lodziarkę i jeździj po polskich wsiach, bo nawet mało kto będzie ci miał za złe sprzedawanie pół litra loda śmietankowego za dziesięć złotych. Tutaj najważniejsze jest, że lód przyjeżdża do klienta, a nie klient po loda. Wiem co mówię - ja na wsi mieszkam.
Co jakiś czas przyjeżdża tu taki lodziarz, który zainstalował sobie w samochodzie głośniki, a do głośników zainstalował telefon. Jeździ po całej drodze wzdłuż i wszerz, najwyraźniej włącza jeden dzwonek, żeby mu grało i czeka, aż ktoś mu wybiegnie z kasą na ulicę. Kiedy tak się dzieje, on staje, otwiera to co trzeba i czeka, aż ten bogaty klient sobie czegoś zażyczy. Nie ma sensu tam iść z sumą mniej niż dziesięciu złotych, bo samochód lodziarza to nie tyle lodziarka, co mała hurtownia. Może ci sprzedać w pudełku kilka rożków za dyszkę, albo dwadzieścia wafli również za dychę, a do tego za kolejną pudełko z lodem śmietankowym, żeby go sobie łyżką kłaść do środka. Ja od niego nic nie kupuję, bo kilometr od domu mam kiosk spożywczy, gdzie lody kosztują od siedemdziesięciu do dwustu groszy.
Jeśli chcesz zostać lodziarzem, to najlepiej urodź się w Polsce,a po zdobyciu stosownego wykształcenia kup lodziarkę i jeździj po polskich wsiach, bo nawet mało kto będzie ci miał za złe sprzedawanie pół litra loda śmietankowego za dziesięć złotych. Tutaj najważniejsze jest, że lód przyjeżdża do klienta, a nie klient po loda. Wiem co mówię - ja na wsi mieszkam.
Co jakiś czas przyjeżdża tu taki lodziarz, który zainstalował sobie w samochodzie głośniki, a do głośników zainstalował telefon. Jeździ po całej drodze wzdłuż i wszerz, najwyraźniej włącza jeden dzwonek, żeby mu grało i czeka, aż ktoś mu wybiegnie z kasą na ulicę. Kiedy tak się dzieje, on staje, otwiera to co trzeba i czeka, aż ten bogaty klient sobie czegoś zażyczy. Nie ma sensu tam iść z sumą mniej niż dziesięciu złotych, bo samochód lodziarza to nie tyle lodziarka, co mała hurtownia. Może ci sprzedać w pudełku kilka rożków za dyszkę, albo dwadzieścia wafli również za dychę, a do tego za kolejną pudełko z lodem śmietankowym, żeby go sobie łyżką kłaść do środka. Ja od niego nic nie kupuję, bo kilometr od domu mam kiosk spożywczy, gdzie lody kosztują od siedemdziesięciu do dwustu groszy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz